GRECJA, KRETA – CHANIA MAJ 2018

Pięknie ułożyły się w tym roku majowe dni w kalendarzu. Od razu wiadomo było, że gdzieś wybędziemy w domu na cały tydzień. Trochę w strachu przed zimnem w Polsce postanowiliśmy uciec w stronę południowego słońca. Na Krecie już co prawda byliśmy, ale udało nam się wtedy zwiedzić wschodnią część więc tym razem wybór padł  na zachodnie wybrzeże. Jeśli zachodnie to okolice Chani 🙂

Wylądowaliśmy…

Walizki w jednym kawałku doleciały z nami. Połapaliśmy co nasze i ruszyliśmy do autobusu. Zawsze mnie zastanawia jak to możliwe, że w roku szkolnym dzieciom nigdy nie chce się wstawać wcześnie a gdy wylatujemy za granicę i na lotnisku trzeba stawić się bardzo wcześnie nagle okazuje się, że się da 🙂 mało tego da się i to z pełnym uśmiechem 🙂 aż miło 🙂

Tak więc w bardzo dobrych humorach wsiedliśmy do autobusu i dalej już tylko 30 minut dzieliło nas od hotelu, basenu i leniuchowania.

Zakwaterowaliśmy się w hotelu Silver Beach w miejscowości Platanias. Rewelacyjny dla osób ceniących święty spokój. Mały hotel, który akurat podczas naszego pobytu czekał na otwarcie kolejnej części przygotowanej dla większej ilości gości. Okazał się rewelacyjny dla naszych dzieci. Śmiało same biegały po hotelowym terenie i na prawdę z czystym sercem mogliśmy im na to pozwolić bo okolica aż powalała ciszą. Taki nasz mały koniec świata.

Pierwszy dzień standardowo zaplanowane było zwiedzanie okolicy. Hotelowa plaża była mocno kamienista i służyła nam jedynie do spacerów i puszczania latawca w wietrzne popołudnia.

Już kolejnego dnia wynajęliśmy samochód i ruszyliśmy w poszukiwaniu bajkowej plaży, którą polecił nam pracownik hotelu. Zapomniał jednak dodać, że na plażę trzeba zejść stromym zejściem i już na pewno nie w sandałkach ani japonkach a solidnych górskich butach. Tym sposobem oblizaliśmy się tylko smakiem bo tylko niektórym udało się dojść na brzeg po stromych głazach. Widok rzeczywiście był piękny, ale mimo tego nie warto tu zapuszczać się z małymi dziećmi 😦

Rozczarowanie leczyliśmy nocnym spacerem po Chani.  Chania to takie małe przytulne miasteczko. Miło spędzić tu jeden dzień. Z dziećmi odwiedziliśmy tu muzeum archeologiczne. Maleńkie, ale wypełnione ciekawymi eksponatami. Nasze młode pokolenie było zainteresowane w szczególności biżuterią i monetami … hmmm

Nie mogło zabraknąć lodów 🙂 i zakupu magnesów na lodówkę 🙂

Pobuszowaliśmy trochę w wąskich uliczkach Chani. Odwiedzając jeden z wielu barów daliśmy sobie chwilę odpoczynku i sącząc lemoniadę a komu było dane – piwko , przyglądaliśmy się ulicznemu życiu.

Na miejskim targowisku wypatrzyła nas Polka 🙂 opowiedziała nam o produktach, które warto kupić, a które są przygotowane specjalnie pod turystów i służą jedynie celom zarobkowym a z prawdziwą Grecją niewiele mają wspólnego. Trochę przypomniało mi się nasze polskie Morze i tysiące chińskich bibelotów, które po powrocie do domu wyrzuca się zwyczajnie do kosza. Widać, że to nie tylko polski pomysł na zarobienie pieniędzy 🙂

W drodze powrotnej do hotelu zatrzymaliśmy się na obiad w greckiej rodzinnej restauracji Sinantisi. Przemiła obsługa i przepyszne jedzenie!

Szukając natchnienia na wykorzystanie wynajętego auta mieliśmy do wyboru dwie plaże polecane przez wszystkie przewodniki. Polecane = zatłoczone 😦 Biorąc pod uwagę nauczkę z dnia poprzedniego wybraliśmy Elafonisi. Legenda głosi, że czerwonawy piasek na Elafonisi pochodzi od krwi zamordowanych tu dawniej przez oddziały tureckie dzieci i kobiet, które szukały schronienia na wyspie.

Bajeczne miejsce, do którego dojechać można krętą drogą przez góry. Dojazd nie jest zbyt trudny i prawie niczym nie różni się od jazdy w naszych polskich górach.

Dzieci wyszalały się w płytkich wodach. Początkowo przeszkadzał nam trochę wiatr, ale tuż przy wyspie nie wiało już tak mocno i było na tyle przyjemnie, że spędziliśmy tu cały dzień. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się obok przydrożnego straganu z polską flagą. Sprzedawała tam Polka, która opowiedziała nam trochę o zwyczajach tubylców i o lekkości z jaką wsiadają po alkoholu za kierownicę. Od tamtej pory z dużo większą uwagą i mniejszym zaufaniem patrzyłam na mijające nas auta 😦 tym bardziej, że droga w górach była dość kręta.

Ostatnie dni leniwie spędzaliśmy na basenie. Czas upłynął nam na wesołych rozmowach i zabawie z dziećmi. Nie wiem kiedy tydzień minął! Do polski przywieźliśmy słońce i ciepło 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s