WŁOCHY, Toskania , czerwiec 2015

 

Spakowani i gotowi do podróży  – start – rozpoczęliśmy nasze tegoroczne wakacje.

Plany przejazdu w okolice Arezzo były imponujące. Miało być szybko i sprawnie. Mapy pokazywały, że trasa powinna zająć nam 14 godzin,

ale ze względu na postoje, podróż zajęła nam 17 godzin. Za to wszystkie bolączki ustały gdy przekroczyliśmy bramę naszej wakacyjnej posiadłości : Agriturismo Incrociata , Miravalle House pomieściło całą naszą dziesiątkę i gdyby tylko można było – zabralibyśmy  ze sobą nasze dwa psy. Choć patrząc na to z perspektywy czasu – psy na takich upalnych wakacjach mają się chyba raczej źle. Dobrze się więc stało, że zostały w Polsce.

Toskania przyjęła nas pięknym zachodem słońca. Musimy wybrać się do Toskanii jesienią, kiedy to nadejdzie czas zbiorów  winogron, które podziwialiśmy każdego dnia od wschodu do zachodu słońca.

Nastała błogość. Każdy marzył o tym, żeby zanurzyć się w basenie a potem wygrzać zmarznięte kości w toskańskim słońcu. Basen oczywiście był największą atrakcją nie tylko dla dzieci, które mogły w nim bawić się godzinami.

Nam również przynosił ulgę bo słońce prażyło niesamowicie.

Pierwszy dzień spędziliśmy na totalnym relaksowaniu umysłu i ciała. Jedzenie na szczęście przywieźliśmy z Polski i na pierwszy dzień w zupełności nam wystarczyło a lodówka turystyczna po raz kolejny zdała egzamin. Nauczeni doświadczeniem zabraliśmy ze sobą całą masę dziwnych, zdawałoby się , zupełnie niepotrzebnych rzeczy jak na przykład suszarka do włosów ( choć temperatura nie schodziła poniżej 30 stopni C) oraz ….. węgiel do grilla – okazał się prawdziwym skarbem !

Pif – paf suszarą i ogień zaczął tańczyć pod rusztem. Niedługo potem ucztowaliśmy. Oczywiście oczekując w najlepszym na owe warunki pogodowe miejscu, czyli w basenie. Skoro dotarliśmy do Włoch, nie mogło zabraknąć pizzy. W tym okazaliśmy się wyjątkowymi specjalistami. Ćwicząc cały tydzień powiem nieskromnie, że pizzę robimy najlepszą na świecie. Szkoda jedynie, że nie można wraz ze zdjęciem umieścić na blogu jej smaku – oj – smakowałaby Wam!

Wnętrze naszego pieca przed pieczeniem pizzy

Wnętrze naszego pieca przed pieczeniem pizzy

Pizza w trakcie "zabawy"

Pizza w trakcie „zabawy”

Pizza w drodze do pieca

Pizza w drodze do pieca

Pizza już w piecu

Pizza już w piecu

Zdjęcia pizzy po wyciągnięciu z pieca niestety nie ma, została zjedzona , jak również kilka kolejnych, z prędkością błyskawicy.

Lenistwo, lenistwo, lenistwo – poza tym wielkie nic. Tak upłynęła nam niedziela.

Już następnego dnia plan był mocno napięty. Wyruszyliśmy do Florencji. Na miejscu okazało się, że tak wielki żar leje się z nieba, że większości nie chciało się myśleć o zwiedzaniu za to ochotę na lody mieli wszyscy. A lody włoskie to prawdziwa uczta smaków. Co prawda za te florenckie przyszło nam zapłacić 10 euro za sztukę, ale co tam! Jak szaleć to szaleć. Lody były boskie!

Florencję musimy odwiedzić raz jeszcze bo jak wspomniałam oglądnęliśmy wszystkie mury z zewnątrz. Do wszystkich atrakcji stały przeogromne kolejki a w miejsca gdzie mogliśmy wejść z dziećmi niestety nas nie wpuszczono ze względu na niski wzrost najmniejszego członka załogi ( to w sumie dość dziwne, żeby o wejściu do muzeum decydował wzrost, ale może miało to jednak jakiś ukryty sens, którego niestety nie poznaliśmy). Florencja na pierwszy rzut oka bardzo ładna. Wymyślne budynki i urocze sklepiki zawsze sprawiają, że mamy ochotę powrócić. Tak też jest z Florencją.

Katedra Santa Maria del Fiore

Katedra Santa Maria del Fiore

Katedra Santa Matia del Fiore

Katedra Santa Maria del Fiore

Katedra Santa Matia del Fiore

Katedra Santa Maria del Fiore

Katedra Santa Matia del Fiore

Katedra Santa Maria del Fiore

Spacer ulicami Florencji

Spacer ulicami Florencji

Wszechobecne ślady Pinoccio

Wszechobecne ślady Pinocchio

Nie pojechaliśmy natomiast do dość znanej we Włoszech atrakcji dla dzieci : Parku Pinocchio , ponieważ jakoś tak się stało, że ów bohater nie podbił serc naszych małych czytelników.

Fontanna Neptuna

Fontanna Neptuna

Pałac Vecchio

Pałac Vecchio

Most Złotników

Most Złotników

Widok z Mostu Złotników

Widok z Mostu Złotników

Na koniec pobytu we Florencji, zapominając o świętości jaką we Włoszech jest siesta, o mały włos umarlibyśmy z głodu, ale… na naszej drodze stanęła Mercato Centrale

Mercato Centrale

Mercato Centrale

Mercato Centrale

Mercato Centrale

i oto zostaliśmy uratowani. Napojeni i najedzeni , spokojnie mogliśmy wrócić do naszego basenu. Snuliśmy plany na następną wycieczkę, ale upał był tak duży, że za daleko nikomu nie chciało się podróżować. Przegłosowaliśmy zatem wieczorny wypad do Arezzo, który rzeczywiście i z racji później pory, i przesmacznej kolacji okazał się strzałem w dziesiątkę.

Prześliczne, budujące tajemniczy nastrój miasto będące stolicą prowincji Arezzo naprawdę mnie urzekło.

Na jednej z bram.

Na jednej z bram.

Katedra

Katedra

 

Plac główny w Arezzo

Plac główny w Arezzo

Santa Maria della Pieve

Santa Maria della Pieve

Gdy tylko słońce zaczęło gubić promienie za horyzontem i miejskie latarnie wypełniły się elektrycznym światłem, nagle stało się magicznie. Wyostrzyły się wszystkie zmysły. 

Gorąco polecam zaszyć się w jednej z pobliskich restauracji z widokiem na plac główny. Można tu prawdziwie ucztować po włosku i jednocześnie upajać się widokiem starych, pamiętających dawne czasy budynków tonących w blasku zachodzącego słońca. Gościła nas  Ristorante La Lancia d’Oro .

Szczególnie polecam Lasagnette di Farina di Farro con Funghi Porcini e Tartufo – smakowało wyśmienicie!

Arrezo wieczorową porą jest – wiem powtarzam się – czarujące!

San Gimignano. W zwiedzaniu okolicy nie mogło zabraknąć tego miasteczka. Uznawane dawniej za średniowieczny Manhattan rzeczywiście zasługuje na to by zaznaczyć go na liście miejsc, które warto zobaczyć. Dojazd dość męczący. Droga wspinała się w górę bardzo krętą wstęgą. W mieście do dziś przetrwało kilkanaście wież, które dumnie wznoszą się ponad miasteczkiem.

Miasteczko jest nafaszerowane wszelakiej maści sklepikami. Są tu stragany z pięknie wykonanymi produktami skórzanymi , sklepy z lokalnymi winami ale również sklepy z pamiątkami, które mnogością kolorów zapraszają do środka.

Na koniec trafiliśmy w miejsce rozsławione w niemal każdym przewodniku turystycznym Włoch. Szczególnie dzieci nie mogły przejść obok tego miejsca obojętnie. To miejsce to maluteńka lodziarnia, w której lodówki wypełnione były lodami o najdziwniejszych smakach wyprodukowanej przez samego Mistrza Świata w produkcji lodów . Odwiedźcie to miejsce koniecznie. Galateria Dondoli.

Na uwagę zasłużyły według mnie toalety miejskie. Nie dość, że zaskakująco czyste to swym wnętrzem ani trochę nie przypominały toalet publicznych.

Na koniec jeszcze rzut oka na okoliczne winnice i spokojnie możemy wracać do kraju.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “WŁOCHY, Toskania , czerwiec 2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s