Boże Narodzenie w górach to najlepsza część roku. Gdy w Polsce biały puch w okresie Świąt to jak wygrana w lotto, w Austrii możemy cieszyć się nim do woli.

Spis treści:
Sölden do bardzo popularna miejscowość szczególnie w okresie zimowym. Dobrze utrzymane stoki dysponujące pełnym wachlarzem stopni trudności cieszą się sporym zainteresowaniem. Nic więc dziwnego, że ceny za apartamenty w tym „najgorętszym” terminie są obłędne. Biorąc to pod uwagę i jadąc na narciarskie wakacje z dziećmi wybieramy Längenfeld oddalone od stoku o około 14 km ( max 20 minut jazdy samochodem).
Nocleg
Tym razem naszym noclegiem był Jordan’s Lodge 126, rewelacyjny 77 metrowy apartament z dwoma sypialniami, oddzielnymi łazienkami i przestronnym salonem był świetnym wyborem.
Zaraz po przyjeździe na miejsce czekała mnie niespodzianka! Właścicielka wiedząc, że w dniu przyjazdu obchodzę urodziny specjalnie dla mnie upiekła tort! Pierwszy raz coś takiego nam się przytrafiło. Jak się później okazało różnego rodzaju wypieki czekały nas też w kolejne dni. Na przykład ogromna orzechowo – migdałowa chałka i babeczki… niby drobiazg, ale bardzo nam było miło, że byliśmy tak zaopiekowani.
Miejsce godne polecenia, z pewnością z niego jeszcze skorzystamy.



Najważniejszym jednak powodem, dla którego przyjechaliśmy do Sölden to oczywiście NARTY. I choć austriackie stoki nie są tak ciepłe jak te włoskie, to mamy sentyment do tego miejsca. Wysoko położone stoki dają niesamowite wrażenia widokowe. Siedząc wysoko na wyciągu, słysząc jedynie ciszę gór ma się uczucie jakby świat zatrzymał się na chwilę.
Przypinając buty do nart czujemy prawdziwą wolność i chyba nic nie jest w stanie równać się z tym uczuciem.
Wstajemy wcześnie rano po to by wraz z pierwszymi narciarzami wjechać na szczyt. Najbardziej lubię taki jeszcze „sztruksowy” śnieg… bez muld i wyjeżdżonych tras.


Sölden. Ośrodek narciarski
Austriackie stoki są dość kapryśne. Nigdy nie wiadomo jaką pogodę zastaniemy na górze. Szusowania w Sölden w poprzednich latach miały różne statystyki. Zazwyczaj trafialiśmy na chmury, opady śniegu a nawet zdarzało się, że stoki były zamknięte przy prognozach, że istnieje zagrożenie lawinowe.
Tym razem szczęście nam dopisało i cały pobyt towarzyszyło nam słońce, które tylko na chwilę chowało się za chmurą.
Widoki … moje ukochane… BAJECZNE!







Tu nawet nie ma co się za bardzo rozpisywać tylko trzeba chłonąć to piękno całym sobą.
Karnety na stoki kupujemy zawsze z wyprzedzeniem przez internet : karnety narciarskie , szybsza rezerwacja daje za zwyczaj niższą cenę a przy czterech osobach to już spora oszczędność.
Sölden znane jest przede wszystkim z zawodów alpejskiego Pucharu Świata, 144 kilometrów tras narciarskich i wyciągów na lodowcach Tiefenbachgletscher i Rettenbachgletscher. Dla początkujących narciarzy przygotowano rejon przełęczy Giggijoch. Bardziej doświadczeni świetnie odnajdą się na Gaislachkogel. Natomiast wszystkich tych, którzy lubią szybką jazdę i fanów szerokich łuków z pewnością zachwycą świetne pasy startowe i szerokie pasma w środkowej części na lodowcach Tiefenbach i Rettenbach.

Ogromną przyjemność czerpiemy z podziwiania natury, ale głównie zachwyca nas fakt, że nasze dzieci podzielają naszą wielką pasję jaką jest narciarstwo. Dawniej martwiliśmy się czy na stoku nie zmarzną a teraz martwimy się, czy będziemy w stanie je dogonić bo wykorzystując pomiary jakie oferuje technologia naszych zegarków z zaskoczeniem patrzymy na zegarki naszych dzieci pokazujące prędkości rzędu 80-100 km/h.



























Gdy potrzeba nam chwilowego odpoczynku zwiedzamy okolicę Sölden.
Muzeum Swarovskiego
W tym roku odwiedziliśmy Muzeum Swarovskiego w Wattens.

Można tu zaglądnąć z ciekawości. Samo zwiedzanie nie zabiera dużo czasu. O wiele więcej zajmuje wybór biżuterii, którą można kupić w sklepie zorganizowanym na końcu trasy zwiedzania. Pocieszne są te sklepowe obrazki, na których znudzeni panowie włóczą się za wybrankami swego serca po olbrzymim sklepie w nadziei, że ta wreszcie zdecyduje się na jakąkolwiek błyskotkę i będą mogli opuścić to miejsce 🙂
















Przed muzeum urządzono ogród pokryty diamentową siatką. Pewnie wieczorny widok zapalonych latarni w połączeniu z tymi mieniącymi się szkiełkami musi być fantastyczny, ale niestety byliśmy w muzeum w ciągu dnia i nie mogliśmy tego zobaczyć.

Muzeum mieści się niedaleko Innsbrucka więc przy okazji pojechaliśmy też na spacer po starówce tego miasteczka.







Tygodniowy pobyt w Austrii robi nam na prawdę bardzo dobrze. Gdyby polskie góry oferowały choć namiastkę tego szczęścia, które dają nam te austriackie czy włoskie z pewnością nie jeździlibyśmy tak daleko. Z drugiej strony gdybyśmy mieli góry pod nosem być może nie docenialibyśmy tych widoków aż tak bardzo.

