Wenecja w kilka godzin
Wenecja zasługuje na zupełnie oddzielny wpis bo uważam, że to szczególne miejsce na mapie Europy. Pomijam fakt, że większość odwiedzających to miasto to jednodniowi turyści, którzy zaglądają tu tylko na chwilę. My też tak uczyniliśmy tylko dlatego, że zrobiliśmy sobie tu krótki postój w drodze z Toskanii do domu.

Spis treści
- Parking
- Przejazd promem po kanałach weneckich
- Zabytki Wenecji
Urok Wenecji jest niewypowiedziany. Nie da się opisać tego klimatu. Jest wyjątkowy w skali Europy a może i nawet Świata. Słusznie nazwany „perłą Europy”.
Przejeżdżając przez most łączący ląd z Wenecją od razu ma się wrażenie wejścia do zupełnie innego świata. Jedynie ilość turystów jest tu tak ogromna, że nie sposób pomyśleć, że dobrze, że byliśmy tam tylko na jeden dzień, ale od początku…
Do Wenecji wjechaliśmy samochodem i choć wszyscy przestrzegali nas przed tym, żeby auto zostawić na lądzie a dalej dojechać pociągiem to jednak zrobiliśmy po swojemu a działając zgodnie z naszą dewizą „ufaj, ale sprawdzaj” okazało się, że była to dobra decyzja.
Zaparkowaliśmy tuż za zjazdem z mostu na końcu parkingu miejskim przy Piazzale Roma. Z okien parkingu widać już było nasz przystanek weneckiego tramwaju wodnego Piazzale Roma ACTV Vaporetti.
Parking




Poruszanie po mieście to szczególnie łatwa sprawa. Na stronie dostępny jest rozkład jazdy tramwajów wodnych gdzie znajduje się mapa i wszelkie informacje dotyczące komunikacji w Wenecji : TUTAJ

Do Wenecji przyjechaliśmy w środku lata nic też dziwnego, że było przegorąco a ilość turystów wprost nie do zniesienia więc spacer wąskimi uliczkami był nie lada wyczynem. Koniecznie musimy przyjechać tu wiosną i łudzę się, że wówczas zobaczymy to co na prawdę warto w Wenecji oglądnąć. A tymczasem teraz zadowoliliśmy się najważniejszymi punktami czyli:
Przejazd promem po kanałach weneckich
Najtańszą opcją zwiedzania Wenecji jest opcja oczywiście piesza, ale z braku czasu nie braliśmy jej zupełnie pod uwagę.
Druga opcja to wykorzystanie miejskiego tramwaju wodnego i to było coś dla nas. W miarę szybko, w normalnej cenie tylko z jednym minusem… podróżuje się w tłumie i trzeba liczyć się, że nie zawsze tramwaj będzie w stanie wszystkich zabrać a w sezonie to w sumie norma.
Przejazd promem z punktu widzenia turysty jest świetnym rozwiązaniem. Z wody budynki wyglądają zupełnie inaczej. Bardzo nam się to podobało bo widoki na miasto z łodzi są cudowne.






Po wyjściu z promu skierowaliśmy się w stronę centrum mijając zacumowane przy brzegu gondole i Pomnik konny Wiktora Emanuela II.



Riva degli Schiavoni zaprowadziła nas wprost pod Most Westchnień.
Ponte dei Sospiri – Most Westchnień
Most Westchnień łączy ścianę Pałacu Dożów z sąsiednim budynkiem, w którym dawniej znajdowały się więzienia. Most został zbudowany w 1614 roku białego kamienia.
O historii mostu można znaleźć w internecie wiele informacji, ale najciekawsze jest to, że nazwa wcale nie odnosi się do par kochanków, którzy wzdychali do siebie przepływając gondolą pod mostem a do więźniów, którzy byli tym właśnie mostem przeprowadzani wprost do celi po zakończonym procesie. To właśnie tutaj, przez ażurowe okienka po raz ostatni mogli westchnąć do pięknego świata, który zostawili za sobą a którego być może już nigdy nie zobaczą. Historia zatem przewrotna, ale mostek przeuroczy.

Mijając most wchodzimy na Plac św. Marka gdzie wita nas tak wielki tłum turystów, że udało się zrobić tylko kilka zdjęć Pałacu Dożów i Bazylice św. Marka a potem natychmiast pragnęliśmy stamtąd uciec.
Bazylika św. Marka
Bazylika została wybudowana dla pochowania relikwii św. Marka, którego szczątki przywieźli tu w 828 roku weneccy kupcy wykradając je wcześniej z Aleksandrii. Według opisywanej w internecie legendy św. Marek w Wenecji we śnie ujrzał anioła, który powiedział ” Pax tibi, Marce evangelista meus ” co oznacza „pokój z Tobą, Marku mój ewangelisto” dlatego też św. Marek został obwołany patronem Wenecji a skrzydlaty lew, symbol św. Marka, w herbie trzyma otwartą księgę z wyrytymi słowami anioła.




Wcisnęliśmy się w wąską uliczkę pod renesansową wieżę zegarową mechanicznego zegara Torre dell’orologio i zaszyliśmy w cieniu.

Przewędrowaliśmy tak w stronę mostu Rialto wchodząc po drodze raz po raz do małych sklepików z pamiątkami w poszukiwaniu odpowiedniego magnesu z Wenecji.








a na Moście Rialto – wiadomo – tłum turystów. Zrobienie jakiegokolwiek ciekawego zdjęcia graniczy z cudem. No po prostu zadanie, które nie jest możliwe do wykonania. Trzeba wielkiej cierpliwości i szybkości by na fotografii nie ująć żadnego przechodnia a o ustawianiu kadru to już w ogóle nie ma mowy. Wszystkie ujęcia to zrządzenie przypadku i szczypty szczęścia … nic więcej.


Most Rialto
Ciekawy…
Najstarszy most łączący oba brzegi Wielkiego Kanału. Szeroki na 22 metry i długi na 48 metrów w czasie wakacji wypełniony jest turystami po brzegi. Wcale mnie to nie dziwi bo widok na wijący się pod nim Canale Grande i przepływające statki pomiędzy którymi zwinni gondolierzy manewrują swoimi gondolami jest wprost cudowny.








W Wenecji spędziliśmy szalone kilka godzin, zjedliśmy obiad i uciekaliśmy w Polski.
Gdybym miała odpowiedzieć czy Wenecja nam się spodobała? – powiedziałabym TAK! Gdyby zapytano mnie czy wróciłabym tutaj latem – powiedziałabym NIE! Może gdybyśmy mieli więcej czasu, może gdybyśmy zostali w Wenecji na noc, może gdybyśmy przyjechali tu wiosną to radość z bycia tu i teraz byłaby większa. Na chwilę obecną Wenecja pozostaje „do poprawki”.







